środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 5



Wyrzuciła niedopałek na chodnik i skierowała się na róg ulicy gdzie znajdowała się kawiarenka, w której miała rozpocząć pracę. Zatrzymała się przed szklanymi drzwiami i zajrzała do środka. Widziała już krzątającą się tam starszą panią oraz młodą dziewczynę. Niepewnie weszła do środka i usłyszała ten charakterystyczny dzwoneczek, który czasami zawieszany jest nad drzwiami. Kobiety spojrzały na nią, a ta młodsza od razu odłożyła trzymane książki i skierowała się w jej stronę. Mańka rozejrzała się po pomieszczeniu, które, musiała przyznać, mimo iż nie za wielkie to było przytulne. Dało się tutaj wyczuć zapach kawy i cynamonu.
- Cześć! – Przywitała ją blondynka.- Jak się czujesz? Bartek chyba za bardzo cię nie ochrzanił, co? – Mańka zmarszczyła brwi przyglądając się jej. Zastanawiała się skąd mogła ją kojarzyć ale niestety nie mogła sobie nic przypomnieć. – Nie pamiętasz? – zaśmiała się. – Ola – wyciągnęła do niej rękę, szatynka ścisnęła ją lekko.
- Mańka – przedstawiła się. – Co mam pamiętać?
- Zawiozłam was do domu po imprezie w klubie. Zarzygałaś mi samochód – odpowiedziała. Gdy tylko to powiedziała, Mańka przypomniała sobie jak brat ją opieprzał i wspominał coś o wysprzątaniu samochodu.
- A, tak pamiętam – odpowiedziała. – Bartek mówił, że mam ci posprzątać samochód – uśmiechnęła się lekko. Dziewczyna wyglądała na sympatyczną.
- W takim razie musisz poczekać na swoją kolej – znów się zaśmiała. – Ok. Bartek coś wspominał, że nie zdążyłaś wydrukować cv ale to przy okazji podrzucisz. To moja kawiarenka – wskazała ręką na kawiarnię/księgarnię Mańka sama już nie wiedziała co o tym myśleć. Róg i połowa prawej strony ściany zajmował barek gdzie można było kupić sobie kawę, herbatę lub kakao oraz ciasta natomiast resztę ścian zajmowały wielkie regały po brzegi wypełnione książkami. – Można tu przyjść, wypić kawę i poczytać lub kupić książki. Fajnie, nie? Mój pomysł! Dopiero zaczynamy ale już mamy spory ruch, a że jest nas na razie trójka będziesz miała co robić. Pracujemy od ósmej do osiemnastej. Wiem, długo ale jak znajdziemy jeszcze parę osób to będziesz pracować na dwie zmiany. Noo to chodź, pokażę ci zaplecze – powiedziała obracając się na pięcie.
Na końcu kawiarenki po lewej stronie tuż za regałem znajdowały się drzwi. Mańka dowiedziała się że korytarzyk po prawo prowadzi do toalet a po lewo do kuchni gdzie pieką ciasta, bułki i babeczki.
- To jest Edmund! – Przedstawiła trzydziestoletniego mężczyznę Mańce. Był wysoki, ale nie tak jak jej brat, dobrze zbudowany i łysy.
- Cześć! Edmund – powiedział wyciągając rękę do szatynki.
- Mańka – odpowiedziała ściskając jego dłoń. – Rodzice musieli cię bardzo kochać skoro masz takie imię – zażartowała sobie.
- Tak naprawdę mam na imię Edek ale Edmund brzmi bardziej majestatycznie – zaśmiał się. Mańka uśmiechnęła się lekko.
- No, a tutaj możesz wyjść się przewietrzyć – wtrąciła się blondynka otwierając brązowe drzwi po drugiej stronie kuchni. Mańka podeszła do niej i wyszła na zewnątrz. Był to mały betonowy plac, wszędzie były porozstawiane doniczki, w których pewnie na wiosnę rozkwitną kwiaty, po lewo stała drewniana ławka, a obok betonowa fontanna gdzie aktualnie wróble brały kąpiel.
- Ok. Chyba się połapię – odpowiedziała szatynka zwracając się do Oli.
- No to idź do pani Basi i przy okazji możesz pokroić tam to ciasto – blondynka wcisnęła jej do ręki wielką blachę ciasta. Mańka spojrzała na nią ale ta już podeszła do piekarza i zaczęła z nim o czymś rozmawiać. Dziewczyna wyszła z kuchni i poszła do barku gdzie urzędowała staruszka. Odstawiła blachę na ladę i sięgnęła po nóż, sama nie wiedziała czy ma pokroić wszystko czy tylko parę kawałków i położyć je do tego stojaka z pokrywą czy zostawić i czekać, aż ktoś poprosi o kawałek.
- A pani co się tak gapi? – spytała Mańka dostrzegając, że od jakiegoś czasu pani Basia się jej bacznie przygląda.
- Nic dziecko, zastanawiam się tylko czy ktoś ci podbił oko czy sama się krzywdzisz tak się malując – odpowiedziała opierając się jedną ręką o blat. Mańkę zatkało na moment ale chwilę potem coś się w niej zagotowało i już miała coś odpowiedzieć starszej pani kiedy ta znów się odezwała – Dlaczego tak się krzywdzisz? Chłopcom wcale się to nie podoba – uśmiechnęła się do niej serdecznie.
- Nie pani zasrany interes – warknęła i zaczęła się rozglądać za swoją torebką. Po kilku sekundach zdała sobie sprawę, że wcale jej nie zdejmowała więc tylko ścisnęła ją mocno i wyszła z kawiarenki. Kiedy znalazła się już świeżym powietrzu od razu zdała sobie sprawę jak cicho było tam w środku podczas gdy tu co chwilę przejeżdżał jakiś samochód, taksówka lub autobus. Została popchnięta przez parę osób, które gdzieś się śpieszyły ale nie zwracała na to uwagi szukając w torbie paczki papierosów.
Kiedy zegar wybił godzinę osiemnastą, Mańka od razu skierowała się do kuchni gdzie zostawiła brudne talerzyki, które od razu zaczęła pakować do zmywarki. Zdjęła swój roboczy fartuszek, który kompletnie się jej nie podobał, i odwiesiła go na miejsce. Wróciła na salę i upewniwszy się że może już iść, zabrała swoje rzeczy i czym prędzej wyszła z kawiarenki. Rzeszowskie ulice tętniły cały czas swoim życiem, Mańka szczelniej owinęła się grubym szalem i ruszyła przed siebie prosto do najbliższego sklepu gdzie miała zrobić zakupy. Niestety nigdzie nie widziała, żadnego spożywczaka czy chociażby głupiej biedronki, których przecież w Polsce jest pełno, więc zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu papierosów. Była na siebie wściekła bo zawsze rzuci je byle jak i potem nie może znaleźć, przystanęła i wtedy też ktoś ją popchnął. Szatynka momentalnie podniosła głowę w momencie kiedy ktoś zaczął ją przepraszać.
- Mańka?! – Spytał zaskoczony, mężczyzna rozpoznając dziewczynę. Maria szerzej otworzyła oczy nie mogąc uwierzyć w to że akurat Jego musiała spotkać.
- Rafał. Cześć – odpowiedziała i nastawiła policzek widząc, że brunet nachyla się żeby ją powitać. Kiedy jego usta zetknęły się z jej policzkiem poczuła lekkie ukucie. Szatynce zawsze podobał się ten trzy dniowy zarost.
- No proszę kogo my tu mamy! – Powiedział uśmiechając się. – Dzwoniłem do ciebie ale nie odbierałaś, obraziłaś się?
- Coś się stało z kartą, musiałam oddać telefon ale dzisiaj już go odbieram – odpowiedziała Mańka. Nie była zachwycona, że Rafał próbował się z nią kontaktować.
- Stęskniłem się za tobą, wiesz? – Spytał ciszej zbliżając się do niej. – Mateusz bardzo się ucieszy na wieść o wieczorze spędzonym w tam miłym towarzystwie. – Brunet położył swoją rękę na jej plecach i przyciągnął do siebie. Mańka zauważyła, że mężczyzna niebezpiecznie zbliża swoją twarz więc szybko wyswobodziła się z jego objęcia i poprawiła zsuwającą się torebkę.
- Skończyłam z tym – powiedziała patrząc hardo na bruneta. Rafał zmrużył oczy bacznie się jej przyglądając i szukając oznak tego, że mogłaby sobie po prostu żartować ale twarz dziewczyny nie wyrażała żadnych emocji.
- Skarbie, dziwka zawsze pozostanie dziwką – zaśmiał się szyderczo ponownie się do niej przysuwając. – Co, znalazłaś sobie chłopaczka? Chcesz, żebym mu opowiedział o tobie parę ciekawych historii? – Spytał patrząc dziewczynie w oczy. Mańka się trochę przeraziła, jedyną osobą z jej najbliższego otoczenia, która o niczym nie wie jest Bartek. Doskonale wiedziała, że matka powiedziała mu tylko pół prawdy dlaczego Adam wywalił ją z domu i nie chciała, żeby szatyn dowiedział się reszty. – Przemyślałaś sprawę? Jestem w Rzeszowie do końca tygodnia, masz mój numer. – Powiedział i pocałował ją w policzek na odchodne. Dziewczyna jeszcze długo stała w miejscu zanim trochę ochłonęła i wróciła do domu kompletnie zapominając o zrobieniu zakupów.


****
Po dość długiej przerwie, dodaję. 
Przed te dwa miesiące kompletnie nie miałam weny i nic nie napisałam ale ostatnio mam ochotę pisać i mam nadzieję, że wrócę na dobre.
Mam nadzieję, że ktoś czekał na cokolwiek :)
Pozdrawiam! 

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 4



Słońce wpadające przez okno sypialni, obudziło Marysię. Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiale zakładając kołdrę na głowę by móc choć na chwilę jeszcze przenieść się do krainy Morfeusza. Niestety głowa tak bardzo ją bolała, a suchość w gardle powodowała ból kiedy próbowała przełknąć ślinę dlatego dziewczyna powoli zwlekła się z łóżka. Próbowała zwilżyć suche usta językiem ale i tak nic to nie dało, rozejrzała się po pokoju gdzie na samym środku leżała sterta czarnych ubrań a obok jej czarne, i jedyne, szpilki, które miała wczoraj na nogach. Postawiła stopy na podłodze i podpierając się o szafkę wstała z łóżka i kulejąc trochę wyszła z pokoju. Powoli jak zombie poczłapała do kuchni i zajrzała do lodówki, znalazła pół butelki wody więc szybko ją chwyciła i przyssała się do szyjki opróżniając wszystko w oka mgnieniu. Kiedy już jako tako zaspokoiła swoje pragnienie, zaczęła przeszukiwać górne szafki w poszukiwaniu jakiś lekarstw na ból głowy. Czy naprawdę wczoraj tak dużo wypiła?!
Kiedy trzasnęła kolejną szafką zrezygnowana oparła się o blat i przyłożyła rękę do czoła.
- Tego szukasz? – spytał Bartek machając pudełkiem apapu. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Tak – odpowiedziała ochryple i podeszła do niego wyciągając rękę po tabletki, które uwolnią ją od tego morderczego bólu.
- Ile wczoraj wypiłaś? – spytał szatyn chowając opakowanie za plecami.
- Nie pamiętam – jęknęła. – Mógłbyś mi je dać? Głowa mi pęka!
- Miałaś zostać w domu, a nie szlajać się po klubach! Poza tym zostawiłaś otwarte mieszkanie, masz szczęście, że nikt nas nie okradł! – Krzyknął na nią. – A! I jeszcze jedno, zarzygałaś Nowakowskim samochód i moje spodnie! Jak nie znasz umiaru to nie pij!
Dziewczyna przestała go słuchać w połowie wypowiedzi i gapiła się ślepo w kant kuchennego stołu. Już nie raz słyszała podobne i gorsze słowa od ojca kiedy wracała nad ranem z imprezy. Przyzwyczaiła się.
- Narobiłaś mi wstydu przed znajomymi! Wiesz jak ty wczoraj wyglądałaś?! Jeszcze, kurwa Andrzej się ciebie uczepił, albo ty jego, nie chcę nawet w to wnikać! Masz i weź się idź umyj! A jutro chcę wiedzieć gdzie pracujesz! – rzucił opakowanie tabletek przeciwbólowych na stół i wyszedł z kuchni. Dziewczyna przygryzła wnętrze policzka, żeby się nie rozpłakać i chwyciła szybko tabletki. Wzięła dwie i popiła kranówką bo nie znalazła już nic innego.
Kiedy już pozbyła się wymiocin ze swoich włosów i odświeżona wyszła spod prysznica, wrzuciła do pralki swoją lekko zarzyganą pościel. Nastawiła pranie i zaczęła suszyć włosy.
Pół godziny później kiedy już była ubrana i siedziała nad nową gazetą w swoim pokoju Bartek zawołał ją do siebie.
- Co? – spytała wchodząc do salonu gdzie jej brat oglądał jakiś serial.
- Znalazłaś coś? – spytał nawet nie patrząc na nią.
- Jeszcze nie! – powiedziała zaciskając dłonie w pięści. Bartek pochylił się i spod sterty jakiś magazynów wyciągnął kartkę, podszedł do niej i podał jej ją.
- Zadzwoń tu, Ola mówi, że szukają kogoś – powiedział, oddał jej telefon i wrócił do oglądania telewizji.
- Pierdol się z tą swoją Olą – warknęła i wróciła do pokoju. Ból głowy na szczęście ustąpił ale gdy sprawdziła stan swojego portfela, aż się załamała. Wydała prawie siedemdziesiąt złotych! Kiedy?! Jakby jeszcze wiedziała gdzie Bartek trzyma pieniądze to by mu coś podkradła ale gwiazdka pewnie wszystko ma na koncie i używa dodatkowo karty kredytowej.
Dziewczyna usiadła na łóżku i wpatrywała się w numer zapisany na kartce. Nawet nie było napisane do kogo jest ten numer! Przez chwilę przemknęła jej myśl, że przecież miała świetną pracę i żeby do niej wrócić ale równie szybko wybiła ją sobie z głowy. W końcu zrezygnowana wyszła z pokoju z zamiarem spytania się brata do kogo tak właściwie będzie dzwonić.
- Bartek?
- Co? – Usłyszała z kuchni więc się tam skierowała. Stanęła w progu i spojrzała na niego.
- Do kogo właściwie jest ten numer? – spytała wyciągając przed siebie kartkę, którą od niego dostała. Kurek spojrzał na nią przelotnie i wrócił do szykowania sobie herbaty.
- Chyba do jakiejś kawiarenki czy coś w tym stylu – wzruszył ramionami. Szatynka okręciła się na pięcie i wróciła do swojego pokoju. Chwyciła telefon i wystukała numer na klawiaturze. Odczekała parę sekund i po chwili usłyszała jakąś kobietę.
- Dzień doby – powiedziała niepewnie, a jeśli Bartek ją okłamał.- Ja dzwonię w sprawie pracy.
Pół godziny później szukała w telefonie dokładnego adresu kawiarni, w której miała jutro zacząć pracę. Wiedziała tylko, że miała przyjść na godzinę ósmą i przynieść swoje cv. Kiedy w końcu Google maps pokazało jej dokładną drogę do jej nowego miejsca pracy mogła iść do Bartka.
- Bartek! – zawołała zaraz jak tylko otworzyła drzwi od swojego pokoju. W mieszkaniu panowała cisza. – Bartek? – spytała tym razem przechodząc do salonu. – Gdzie ty kurwa jesteś? – warknęła idąc do kuchni, a następnie do jego pokoju. Drzwi były zamknięte ale i tak stała pod nimi kilkanaście sekund i co chwilę pukała, niestety nikt jej nie otworzył. Oparła się o ścianę i wyszukała jego numer w swoim telefonie. Po kilku sygnałach włączyła się automatyczna sekretarka obwieszczając jej, że numer jest czasowo poza zasięgiem. – Co za kretyn! – mruknęła i wróciła do swojego pokoju. Musiała zapalić, podeszła do szafki nocnej na której prawdopodobnie Bartek położył jej torebkę. Wyciągnęła z niej papierosy i otworzyła okno. Usiadła na parapecie i odpaliła jednego szluga. Paląc przyglądała się chodnikowi między dwoma blokami, co jakiś przeszła jakaś para albo ktoś z psem. W końcu wyrzuciła peta i zamknęła okno. Przeszła do kuchni jeszcze raz próbując dodzwonić się do Bartka, kiedy znów włączyła się automatyczna sekretarka postanowiła napisać do niego sms-a z pytaniem gdzie jest i kiedy wróci.
Zrobiła sobie kanapkę i herbatę i z niecierpliwością czekała aż Kurek jej odpisze. Czekała aż do dwudziestej trzeciej dopóki nie zasnęła na kanapie w salonie.
Wychodząc z bloku włączył telefon i dopiero wtedy zauważył, że Mańka próbowała się z nim skontaktować. Zanim wsiadł do samochodu spojrzał w górę na okno na czwartym piętrze gdzie stała Dominika w samym szlafroku, uniosła rękę i mu pomachała. Uśmiechnął się pod nosem i wsiadł do auta. Odpalił silnik i szybko ruszył w drogę do domu.
Wchodząc do mieszkania od razu skierował się do salonu skąd dobiegały go odgłosy włączonego telewizora. Kiedy zauważył na kanapie śpiącą Mańkę, wyłączył telewizor i przeniósł ją do jej pokoju. Włosy strasznie śmierdziały jej dymem z papierosów więc kiedy już przykrył ją kocem, przeszukał jej szafkę stojącą przy łóżku. Niczego nie znalazł więc skierował się do łazienki. Wziął szybki prysznic i wrócił do swojej sypialni.
- Wstawaj! – szatynka poczuła jak ktoś szarpie ją za ramię. Mruknęła coś niewyraźnie i otworzyła oczy. Zauważyła, że nad nią stoi Bartek. – Już siódma, spóźnisz się – powiedział i wyszedł z pokoju. Dziewczyna westchnęła, ostatni raz o tej godzinie wstała kiedy szła na maturę z matematyki kilka miesięcy temu. Zwlekła się z łóżka i ze stery ciuchów wybrała czarne rurki i za duży o dwa rozmiary czarny sweter. Poszła do łazienki się ogarnąć.
- Mańka, kurwa, bo się spóźnimy! – Bartek zaczął walić w drzwi w momencie kiedy kończyła robić makijaż.
- Chwila! Już wychodzę – odpowiedziała jeszcze raz się przeglądając i wychodząc z pomieszczenia.
 - Masz i idziemy! – szatyn rzucił w nią kurtką i skierował się do wyjścia. Poszła do pokoju po torebkę, sprawdziła czy na pewno spakowała papierosy i telefon i wyszła na korytarz zakładając kurtkę. – Pośpiesz się! – warknął Bartek przerzucając kluczyki z jednej ręki do drugiej.
- Mogłeś mnie obudzić wcześniej! – spojrzała na niego spod byka i wyprostowała się. Zarzuciła torebkę na ramię i wyszła z mieszkania. Kiedy Bartek zamknął drzwi wyszli za zewnątrz. Szybko podeszli do srebrnego samochodu Kurka i wsiedli. Pogoda była paskudna, strasznie wiało i wyglądało na to że niedługo zacznie padać. – Gdzie wczoraj byłeś? – spytała Mańka kiedy tylko wyjechali na ulicę. Przyglądała mu się uważnie ale twarz Bartka niewyrażana żadnych emocji.
- Nie powinno cię to obchodzić – odpowiedział jej po chwili.
- Ale obchodzi! Chciałam skorzystać z twojego laptopa ale ciebie nie było, a drzwi do twojego pokoju były zamknięte i PRZEZ CIEBIE nie mogłam wydrukować sobie jebanego cv! – krzyczała. 
- Nie krzycz, nie robisz na nikim wrażenia. CV nie potrzebujesz, a teraz wysiadaj - mruknął zatrzymując samochód. - Masz, jak będziesz wracać do domu to zrobisz zakupy i jakiś obiad - Kurek wcisnął jej do ręki pięćdziesiąt złotych. Spojrzała wściekła najpierw na pieniądze, a potem na niego i wyszła z samochodu trzaskając drzwiami.  


****
Muszę zacząć pisać bo mam w zapasie tylko jeden rozdział ale niestety mam tak dużo nauki, że czasami nawet nie mam czasu odpocząć. Ale co się dziwić klasa maturalna. 
Jak się podobał rozdział? 
Następny 15 listopada.

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 3



Szatynka odrzuciła głowę do tyłu, śmiejąc się. Andrzej okazał się strasznie pozytywnym i zabawnym człowiekiem przez co spędziła z nim już … Sama nie wiedziała ile już tak siedzieli ale jedno wiedziała, jest już pijana.
- O! Tu jesteś! Wszędzie cię szukamy! – powiedział jakiś chłopak do jej kolegi. – I masz nową koleżankę – zlustrował ją wzrokiem.
- Mańka jestem! – Przedstawiła się dziewczyna wyciągając do niego rękę i uśmiechając się.
- Karol! – przywitał się. – Może zabierzesz koleżankę do naszej loży?
- No to chodź! Poznasz resztę zespołu – uśmiechnął się Andrzej. Wzięła do ręki swojego drinka. Chłopak objął ją w pasie i zaczęli przeciskać się przez tłum tuż za Karolem. Doszli do schodów i wspięli się na piętro gdzie jedyne co zarejestrowała to długie, od sufitu po podłogę, czarne zasłony. Karol skręcił w lewo i doszedł na sam koniec korytarza. Mańka i jej nowy przyjaciel szli tuż za nim, chłopak chwycił za zasłonę i przeszedł przez nią do loży. Mańka wzięła spory łyk drinka i weszła zaraz po nim. Zdała sobie sprawę, że tutaj jest o wiele ciszej niż na dole.
- Ej! Endrju wyrwał kolejną laskę – usłyszała śmiech Karola, a zaraz potem jeszcze kilka innych. Rozejrzała się po loży i zamrugała parę razy. Zdawało jej się że przed nią siedzi jej brat obejmując jakąś starą blondynkę. Andrzej cały czas trzymał swoją rękę na jej talii i wtedy poczuła się jakby czas zwolnił. Bartek przeniósł wzrok ze swojej towarzyszki na Karola, Andrzeja, a następnie spojrzał na Mańkę i od razu uśmieszek znikł z jego twarzy ustępując miejsce zdziwieniu, a potem zdenerwowania. Poczuła, że Andrzej zabiera swoją rękę i spojrzała na niego. On też się już nie uśmiechał tylko patrzył na Bartka, który gromił go spojrzeniem. I wtedy czas wrócił do swojej normalności, a Kurek wstał i podszedł do nich.
- Co ty tu kurwa robisz? – spytał wściekły, poczuła w jego oddechu alkohol i uśmiechnęła się.
- Bawię się nie widzisz? – odpowiedziała mu i próbowała się przedostać do Andrzeja, który już zdążył usiąść na ogromnej czarnej kanapie ale Bartek zagrodził jej drogę. Złapał ją mocno za ramię przez co wylała trochę drinka i wyszli z loży. Przeszli pół korytarza zanim Mańka szarpnęła ręką i Kurek się zatrzymał.
- Miałaś zostać w domu i szukać pracy! – warknął na nią. Mimo przyćmionego umysłu Maria zauważyła jego przekrwione oczy co oznaczało, że trochę już wypił. Znów się uśmiechnęła.
- Ale nie chciałam! – zaśmiała się. Strasznie ją bawiło zachowanie jej brata. Przecież on nie jest moim bratem! Nagle ją olśniło. – Poza tym nie będziesz mi rozkazywać! Nie jesteś moim bratem – wyrzuciła ręce w powietrze przez co pozbyła się już do końca swojego drinka i przy okazji szklanki, która stłukła się w drobny mak kilka centymetrów od jej butów. Bartek patrzył się na nią robiąc kilka głębszych wdechów próbując się uspokoić.
- Jestem – powiedział już normalnym tonem chodź wyraz gniewu nie schodził z jego twarzy.
- Nie! Mamy innych rodziców! – Mańka brnęła dalej w tą bezsensowną kłótnię. Chciała go sprowokować chociaż sama nie wiedziała do końca dlaczego. Na szczęście Bartek nie dał się ponieść emocjom, pokręcił zrezygnowany głową i złapał ją za rękę prowadząc z powrotem do loży.
- Ola odwieziesz nas do domu? – spytał Bartek. Mańka rozejrzała się dokładniej po loży, a jej wzrok zatrzymał się dłużej na blondynce, która była uczepiona do ramienia jej brata.
- Dobra – odpowiedział ktoś Bartkowi, szatynka spojrzała w tym kierunku i zobaczyła śliczną dziewczynę podnoszącą się z miejsca razem z wysokim blondynem. Znów spojrzała na tamtą blondynkę i zauważyła, że Bartek podszedł do niej i szepce jej coś na ucho.
- To jest ta twoja siostra? – blondynka spojrzała na nią z politowaniem. W Mańce coś się zagotowało i już ruszyła w jej kierunku ale blondynek złapał ją za ramiona.
- Nie dzisiaj, koleżanko – powiedział rozbawiony i wyprowadził ją z loży. Chwilę potem poczuła trzecią rękę na ramieniu i odwróciła się. Miejsce tego faceta zajął Bartek i powoli, bo dziewczynie trochę już zaczęły się plątać nogi co dopiero teraz zauważyła, skierowali się do wyjścia.
Kiedy wyszli na zewnątrz zimne powietrze uderzyło ją w twarz. Zadrżała, a chwilę potem poczuła coś ciężkiego na ramionach ale była już tak senna i otumaniona alkoholem, że nie miała siły sprawdzić co to jest. Po kilku minutach marszu poczuła szarpnięcie i zatrzymała się prawie się przewracając. Spojrzała rozeźlona na brata, który otworzył przed nią drzwi czarnego samochodu. Mańka patrzyła to na niego to na drzwi, nie chciała wracać do domu.
- Och, wsiadaj! – warknął Bartek ciągnąc ją za rękę i wpychając na tylne siedzenie samochodu. Mańka oparła głowę na wygodnym oparciu i walczyła z ogarniającą ją sennością. – Miałaś siedzieć w domu! – znów usłyszała rozgniewany głos Bartka ale nie obchodziło ją to że na nią krzyczy. Tak bardzo chciało jej się spać, oparła głowę o ramię brata. Ktoś zapalił samochód i ruszyli. Po kilku minutach jazdy Mańce coraz bardziej zaczęło się kręcić w głowie. Do tej pory ignorowała prowadzoną rozmowę ale teraz zaczęła jej przeszkadzać.
- Będę rzygać – mruknęła.
- Olka stój! – powiedział Bartek ale było za późno, Mańka zwróciła cały wypity dzisiaj alkohol prosto na spodnie brata i tapicerkę samochodu. – Kurwa, Mańka! – Uderzyła głową o fotel kierowcy kiedy samochód się zatrzymał. Usłyszała, że ktoś otwiera drzwi i poczuła na swojej talii czyjeś dłonie, kolejna fala wymiotów podeszła jej do gardła ale tym razem wymiotowała już w krzaki do których doniósł ją przyjaciel Bartka. – Kurwa, Olka przepraszam! – wołał Bartek.
- Dobra, spoko – odpowiedziała dziewczyna lekko zdenerwowanym głosem. Przez kilka kolejnych minut słyszała krzątanie się pozostałej trójki podczas gdy ona opróżniała swój żołądek.
- Skończyłaś? – spytał Bartek po dwudziestu minutach, Maria otworzyła lekko oczy i zobaczyła, że brat kręci głową. – Wstawaj! – Powiedział ciągnąc ją za rękę ale dziewczyna nie wstała. Była jak szmaciana lalka. – Boże! – warknął Kurek i kucnął przy niej, jedną rękę włożył jej pod kolana w drugą pod pachy i podniósł po czym ponownie wsadził do samochodu. – Jak tylko wytrzeźwiejesz to zobaczysz- mruknął siadając koło niej. Samochód ponownie ruszył i tym razem dojechali spokojnie pod blok Kurka bez żadnych niespodzianek.
- Dzięki i przepraszam za nią – powiedział Bartek do Piotrka i Oli.
- Nie ma za co! Ale samochód będzie musiała mi posprzątać – powiedziała Olka.
- Posprząta - odpowiedział jej Bartek i skierował się do swojej klatki schodowej. Kiedy znalazł się przed swoim mieszkaniem postawił siostrę na nogi ale szybko ją złapał bo ta prawie się przewróciła chwytając klamki. - Ja się kurwa zabiję, Mańka! - warknął Bartek widząc jak drzwi się otwierają.



***
Wam zostawiam do oceny to coś na górze. 
Miałam tyle planów co do weekendu, a jedynie co zrobiłam to obejrzałam kilka odcinków Zagubionych xD. Muszę się zabrać za pisanie nowego rozdziału. 
Następny 5 listopada.
Pozdrawiam! :D